Cześć kruszynki!
Dłuuuugo nie pisałam, ani nie komentowałam Waszych blogów, przepraszam. Nie miałam czasu, powrót do szkoły był trudny, mnóstwo wszystkiego, bo matura już zaraz. A ja jestem w ciemnej dupie, nie umiem nic. Nie mam pojęcia, co będzie... Ale nie o tym miałam pisać. Drugi powód, dla którego się nie odzywałam przez tak długi czas, to to, że zawalałam koszmarnie. Bilans z każdego dnia, przerażający. Nie mogłam na sobie patrzeć juz, a i naszły mnie myśli, że nigdy nie schudnę :( Ale wzięłam się w garść. Nie można sobie pozwalać na słabości, trzeba się brać w garść. Perfekcja nie bierze się z opierdalania i lenistwa. Zaczęłam dietę baletnicy. Wiem, że jest niezdrowa itd, ale czy wpierdalanie hamburgerów jest zdrowe? Wracając, dziś już czwarty dzień. Chwilami czuła się słabo, trzęsły mi się ręce, ale myślałam, że będzie znacznie gorzej. Najbardziej martwi mnie jutrzejszy dzień. Jadę do przyjaciółki na 19, to domówka no i oczywiście nocuję. Zastanawiam się, jak ja to zrobię, żeby nie pić nic, nie jeść nic? Nie wiem, jak dań radę... Będę siedzieć i patrzeć, jak inni jedzą? Ale nie ma opcji, żebym ominęła tą imprezę. Czekam na nią już długo, poza tym nie będę rezygnować ze wszystkiego w życiu, bo dieta :)
Blagam, trzymajcie kciuki za jutro, bo NIE MOGĘ ZAWALIĆ!
Buziaki ;*
Posted via Blogaway