Dziś dzień taki nie za bardzo, czekam aż się skończy. Ale od początku: wstałam rano, całkiem wyspana, pierwszy raz bez bólu kręgosłupa, także powód do szczęścia jest. Miałam rozpisany grafik, wypiłam kawę, wszystko idealnie, nawet zmusiłam się do ćwiczeń: było skakanie na skakance, 50x brzuszki, 50x squats, po 20 wypadów na każdą nogę, 50s wall sitting, 50s plank. Wiem, że to nie jest dużo, ale nie mam w ogóle kondycji :( Miałam jeszcze w planach wieczorem jakąś Ewę Chodakowską machnąć, albo chociaż ABS i nogi z Mel B). Poszłam zmyć olej z włosów i nałożyć maskę (włosomaniaczka <3) , zobaczyłam, że moje włosy koszmarnie wypadają. Kurwamać, no myślałam, że jebnę, 2 lata pielęgnacji, a teraz mi połowa wypadnie. I tak zawsze miałam cienkie i słabe włosy, to teraz będę całkowicie łysa. No nic, zaczęłam się uczyć, poczułam się słabo, zbierało mi się na wymioty, nie mogłam się skupić, a matura za kilka miesięcy. Poszłam jeść. Nie wiem, ile kcal pochłonęłam, dużo. Potem dostałam histerii, zaczęłam płakać. I od tego momentu płakałam ciągle. Z przerwami na jedzenie. Z 3000 kcal zjadłam. Jestem głupia i beznadziejna.
Jutro muszę kupić senes. Piję ocet jabłkowy i silniej się przeczyszczam. Bo xenna extra jest za słaba. Od jutra kolejna próba wzięcia się w garść. Więcej kcal, może zacznę SGD i więcej ćwiczeń. Po feriach chcę być inną osobą, tak bardzo o tym marzę. Chcę być jak porcelanowa laleczka, delikatna, z wyrazem obojętności na twarzy...
Przeraża mnie to, że uzewnętrzniam się tak bardzo w internecie :)
Nie przejmuj się każdy czasami zje za dużo... Możesz być kim chcesz wystarczy że w to uwierzysz i zaczniesz coś robić w tym kierunku :**
OdpowiedzUsuń